Witamy na stronie Radomskiego Klubu Piłkarskiego 1926 Broń Radom|Online: 11|
e-mail: hasło:

Woy Bukowiec Opoczyński – Broń Radom 1:3 (0:1) dodano: 26.04.2009 | odsłon: 1855

Michał Kocon- licencja na zabijanie

„Na następny mecz bierzemy ze sobą krople na serce” – tak żartobliwie żegnali się kibice Broni obserwujący mecz w Bukowcu. Faktycznie, jak przystało na mecz o sześć punktów, piłkarze obu drużyn przygotowali prawdziwy horror, niepotrzebny zresztą- biorąc pod uwagę grę Broni.
Od początku widać, że znaczenie meczu dla walki o utrzymanie mocno spięła naszych piłkarzy, szczególnie obrońców. W pierwszym kwadransie gospodarze mocno zaatakowali, nasza obrona gubiła się- zapewne przyczyniła się też do tego gra pod mocno świecące słońce, a także konieczność oswojenia z wąskim, krótkim i niezbyt równym boiskiem. Już w trzeciej minucie mocny strzał Młodziński musiał wybijać na róg. W ciągu pierwszego kwadransa Woy mógł strzelić nawet trzy bramki, ale zabrakło i umiejętności i szczęścia.
W miarę upływu czasu nasi piłkarze zaczęli czuć się pewniej, w 17 minucie strzelał zza pola karnego Banaszkiewicz, później jeszcze kilka razy było groźnie pod bramką Woya.
Bardzo ciężko pracował w tej części meczu Cieślik – próbując uruchamiać kolegów, walczyć o piłkę. W końcu w 29 minucie wykonywał rzut wolny, który trafił na pole karne, bramkarz wybił piłkę wprost pod nogi Pawła Lewandowskiego, który wepchnął ją do bramki.
W kolejnych minutach nasi piłkarze próbowali strzałów z daleka, niewiele mijających bramkę rywala. Swoją okazję miał także Cieślik, który w sytuacji sam na sam nie pokonał bramkarza.
W drugiej połowie zaczęła się ostrzejsza gra. Mający lepsze warunki fizyczne piłkarze z Bukowca zaczęli ostro traktować naszych zawodników. W 54 minucie musiał z boiska zejść Piotr Cichawa z obolałym stłuczonym biodrem. Na jego miejsce wszedł Damian Sałek, niestety dzisiejszy mecz na pewno nie był rozgrywką jego życia.
Drugą ofiarą gry gospodarzy był Marcin Trojanowski. Raz został powalony na murawę uderzeniem w twarz, a w 66 minucie doszło do spięcia pomiędzy piłkarzami obu drużyn po faulu właśnie na Trojanowskim. Sędzia zamiast jednej czerwonej, pokazał jednocześnie trzy żółte kartki w tym Danielowi Grymule.
Od tego momentu sędzia stał się negatywnym reżyserem wydarzeń na boisku, nie nadążał za akcją meczu – jego decyzje spotykały się z niezrozumieniem kibiców.
W 70 minucie na naszym polu karnym padł Paweł Lewandowski po otrzymaniu uderzenia nogą w głowę ( mecz kończył z opatrunkiem na czole). Sędzia bez wahania pokazał czerwoną kartkę Tomaszowi Gzylowi – choć chyba nieco na wyrost.
Wydawało się, że od tego momentu będzie już łatwiej dowieźć zwycięstwo, a może strzelić drugą bramkę, która uspokoiłaby grę. Faktycznie, było blisko, na boisku zrobiło się więcej miejsca, można było rozciągnąć grę. W końcu Andrzej Drachal dwukrotnie znalazł się w sytuacji sam na sam, niestety nie udało się pokonać bramkarza. Jeszcze kilka razy w dobrych okazjach brakowało ostatniego podania, dobrej decyzji strzału, lub po prostu dokładności w grze pod bramką gospodarzy.
Gdy wszystko wskazywało, że mecz zakończy się wymęczonym 1:0 dla Broni, w 87 minucie przyszło ostrzeżenie. Paweł Młodziński obronił w sytuacji sam na sam.
Chwilę później sędzia pokazał, że dolicza do meczu cztery minuty. To przywróciło nadzieję gospodarzom, którzy ruszyli do ataku, a bardzo głupi błąd naszej obrony wykorzystał Paweł Gumel, znajdując się sam przed Młodzińskim i silnie pakując piłkę do bramki.
Kibice Broni powoli godzili się z tym, że grająca w jedenastu na dziesięciu Broń wywiezie tylko jeden punkt z Bukowca. Jednak przekonaliśmy się, że dwie minuty w futbolu to mnóstwo czasu na wzór słynnych 11 sekund z mistrzostw świata w piłce ręcznej. Na szczęście po gwizdku sędziego wznawiającym grę, piłka trafiła na prawą stronę boiska, a do dobrego dośrodkowania doskoczył Michał Kocon (w 82 minucie zastąpił Drachala )i pewnie strzelił do bramki.
Po stracie gola, gospodarze rzucili się do ataku, stracili piłkę, a kontra Broni zakończyła się golem- a jakże- Michała Kocona - dobijającym drużynę Woya.
Sędzia już nie wznowił gry, a szczęśliwi piłkarze całą drużyną podbiegli do Artura Kupca dedykując zwycięstwo przeżywającemu w ostatnim czasie trudne chwile trenerowi.
Dzisiejszy mecz pokazał nieprzewidywalność piłki. Tydzień temu po dobrym meczu Broń nie przywiozła nawet punktu. Dziś nie najlepsza gra dała ich komplet.
Już w środę (o g.16.30 w Radomiu) mecz z Legionovią. Warto w nim zachować szczęście i ambicje z dzisiejszego spotkania, grać o wiele pewniej ( nie bać się brania odpowiedzialności!) w obronie i dokładniej w ataku.
Woy był po raz kolejny bardzo gościnny- od początku sezonu nie wygrał ani jednego spotkania u siebie. Rwyale zasłużyli na uznanie za ambicje, a szczególnie znany z boisk esktraklasy Marcin Boguś, który bardzo mądrze kierował grą.
Słowa uznania należą się kibicom Broni, których kilkudziesięcioosobowa grupa bardzo mocno wspierała dopingiem swoich piłkarzy.